Opolskie porodówki mają ogromne straty

Nie opłaca się rodzić po ludzku. Opolskie porodówki, które dbają o matki i noworodki, mają ogromne straty. NFZ nie ceni dobrych szpitali.

Problem dotyczy oddziałów ginekologiczno-położniczych działających w szpitalach powiatowych. Kilka lat temu dyrektorzy części placówek zdecydowali się podnieść tzw. stopień referencyjności swoich oddziałów z pierwszego (najniższego) na drugi. Po to, by polepszyć jakość swoich usług i mieć możliwość ratowania noworodków, które przychodzą na świat z ciąż zagrożonych lub z powikłaniami.

- Zainwestowaliśmy setki tysięcy złotych w oddział ginekologiczno-położniczy, by kupić m.in.

nowoczesne inkubatory, stanowisko do resuscytacji czy histeroskop do badania pacjentek - wylicza Józef Swaczyna, starosta strzelecki. - Wysłaliśmy personel na specjalistyczne szkolenia i zatrudniliśmy więcej ludzi, by sprostać wszelkim wymaganiom. Po czasie okazało się, że nasza praca, mimo ogromnych wydatków, jest wyceniana przez NFZ niemal tak samo jak szpitali o najniższym stopniu referencyjności. To niesprawiedliwe, a taki system wręcz zniechęca do tego, by poprawiać warunki rodzącym matkom.

Dziś oddział ginekologiczno-położniczy strzeleckiego szpitala liczy straty. Rok zamknie z wynikiem 800 tys. zł na minusie. Straty notują też szpitale w Nysie i Kędzierzynie-Koźlu.

Placówki, które kupiły nowoczesny sprzęt do ratowania noworodków i zatrudniają dodatkowych lekarzy, nie tylko nie są za to premiowane, ale wręcz karane.

NFZ wypłaca szpitalom pieniądze od liczby urodzonych dzieci. Taki system miał na celu stworzenie swego rodzaju konkurencji między placówkami, by zabiegały one o pacjentki.

- Ale wypłacanie tych samych stawek szpitalom, niezależnie od poziomu, jaki utrzymują, doprowadziło to tego, że premiowane jest „nicnierobienie” - dodaje Józef Swaczyna. - Okazuje się, że szpitale o niższym stopniu referencyjności nie mają takich problemów jak my. To dlatego, że nie muszą zapewniać jednocześnie kosztownej, całodobowej opieki dwóch lekarzy, pielęgniarek, położnych, anestezjologa itp. W efekcie, choć w Strzelcach Opolskich rodzi się prawie 1000 dzieci rocznie, to do każdego noworodka musimy dopłacać.

Oddział ginekologiczno-położniczy w Nysie zanotuje z tego samego powodu stratę 400 tys. zł. - Zgłaszaliśmy do NFZ, że system rozliczeń jest niesprawiedliwy - tłumaczy Norbert Krajczy, dyrektor szpitala w Nysie. - Proponowaliśmy zróżnicowanie stawek dla szpitali według stopnia referencyjności, ale do tej pory się tego nie doczekaliśmy.

Choć NFZ nie różnicuje porodówek, to różnice między nimi doskonale zauważają kobiety. Katarzyna Sałaga przyjechała do strzeleckiej placówki aż z Częstochowy, bo jak tłumaczy, chciała zapewnić sobie i dziecku dobre i bezpieczne warunki porodu.

- Rodziłam tu, bo wiedziałam, że mam tu zapewnioną fachową, 24-godzinną opiekę. To się ceni! - zauważa Sałaga.

NFZ tłumaczy, że zasady wypłacania pieniędzy z kontraktów zależne są m.in. od przepisów oraz tego, jaką kwotą dysponuje fundusz na dany rok. Nie zdradza, czy szykowane są zmiany zasad.

- Wartość kontraktów zawieranych przez opolski oddział NFZ jest zależna od wielkości środków finansowych przewidzianych w planie oddziału na pokrycie wszystkich potrzeb zdrowotnych ubezpieczonych w NFZ - mówi Barbara Pawlos, rzecznik opolskiego NFZ.

Szefowie szpitali coraz częściej mówią natomiast, że jeśli NFZ nie zmieni w najbliższym czasie sposobu finansowania, to będą musieli obniżyć stopień referencyjności, co niestety odczują pacjentki. 

www.nto.pl