Rak płuca: pacjenci nie mają dostępu do nowoczesnych metod leczenia

Kolejna debata Medexpressu poświęcona jest sytuacji pacjentów chorujących na raka płuca.

W debacie udział wzięli:

Anna Żyłowska, Stowarzyszenie Walki z Rakiem Płuca Oddział Szczeciński

Elżbieta Kozik, Polskie Amazonki Ruch Społeczny

Profesor Maciej Krzakowski, konsultant krajowy do spraw onkologii klinicznej

Andrzej Jacyna, prezes NFZ

Profesor Paweł Krawczyk, Katedra i Klinika Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

Edyta Matusik, naczelnik w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia

 

Rak płuca to jedna z najpoważniejszych chorób onkologicznych. Część organizacji skupiających pacjentów onkologicznych apeluje, żeby rak płuca był priorytetem onkologicznym państwa. Czy rzeczywiście jest taka potrzeba? Jaka jest skala tego zjawiska i jakie są tendencje?

Maciej Krzakowski: Skala zjawiska jest ogromna – ok. 20 tysięcy zachorowań rocznie i niestety prawie tyle samo zgonów. Rokowanie w tym nowotworze jest wciąż niekorzystne. Problem narasta wśród kobiet, w związku z nieprawidłowym stylem życia, a zmniejsza się wśród mężczyzn. Problemów jest bardzo wiele. Między innymi stosunkowo niższy, niż w krajach zachodnich, odsetek chorych poddawanych radykalnej resekcji miąższu płucnego, radykalnemu leczeniu chirurgicznemu. Ten odsetek wynosi średnio dla Polski ok. 16 procent wszystkich rozpoznań raka płuca. On się jeszcze pogłębia ze względu na różnice terytorialne. Są powiaty, w których odsetek ten wynosi nawet poniżej 10 procent. To dowodzi potrzeby ulepszenia wczesnej diagnostyki np. za pomocą programów wczesnego wykrywania, które adresowane byłyby właśnie do obszarów z niską wykrywalnością. Jest wiele innych problemów jak np. niedostateczne wykorzystanie radioterapii, radioterapii o charakterze radykalnym, w skojarzeniu z leczeniem systemowym, podczas gdy te metody powinny być stosowane w jednym czasie. To wszystko świadczy o tym, że potrzeba wspomniana przez Panią, istnieje.

Jak wygląda na tle tych problemów skala finansowania kompleksowego i nowoczesnego leczenia pacjentów z rakiem płuca?

Andrzej Jacyna: Dopiero rozpoczynamy budowę systemu koordynowanych programów zdrowotnych dotyczących m.in. chorób nowotworowych. Pierwszy program dotyczący pacjenta z zawałem mięśnia sercowego wprowadzony został 1 października. I to jest kierunek, w którym będziemy szli w najbliższych miesiącach. To oczywiście wymaga trochę większego finansowania. Koordynacja wymaga dodatkowych nakładów związanych z możliwością uzyskania odpowiednich świadczeń w odpowiednim terminie. Dziś problemem jest to, że pacjent czeka w kolejce. Chodzi o to, by dzięki tej koordynacji, skrócić kolejkę i umieścić pacjenta w planie leczenia, gdzie otrzyma kolejne świadczenia niezbędne w określonym czasie. Takie programy chcemy wprowadzać w onkologii. Trwają zaawansowane prace nad wprowadzeniem programu Breast Cancer Unit. Myślę, że rak płuca będzie kolejnym programem, którym się zajmiemy, ponieważ skala zjawiska, jak usłyszeliśmy, jest duża.

Finansowanie nowoczesnego leczenia raka płuca jest niskie. Zmniejsza się też proporcjonalnie w stosunku do innych chorób onkologicznych. Mam dane, które mówią, że w roku 2016/2017 – 2,7 procent to były wydatki na programy onkologiczne związane z rakiem płuca. To chyba bardzo mało, bo tak często występujący nowotwór nie może generować tak niskich kosztów. Czy to prawda?

Andrzej Jacyna: To jest chyba efekt tego, że w innych jednostkach chorobowych zrobiliśmy postęp i wydaliśmy większe pieniądze. Trzeba wrócić do tematu nakładów finansowych na ochronę zdrowia. I tu jest szansa na poprawę. Wiemy, że w parlamencie jest ustawa, która po raz pierwszy będzie uzależniała nakłady na ochronę zdrowia od rosnącego PKB. I to jest dużym sukcesem Ministerstwa Zdrowia i ministra Radziwiłła, że udało się decydentów przekonać do zwiększenia nakładów. To w prosty sposób powinno poprawić sytuację w innych miejscach budżetu państwa. Do dziś nie patrzono na ten problem globalnie, nie wiązano kosztów bezpośrednich z pośrednimi, występującymi np. w ZUS, czy ze spadkiem dochodu do budżetu państwa. Każdy uratowany człowiek będzie pracował. Uratowany człowiek z chorobą nowotworową pozostaje pracownikiem i jest dla państwa przychodem. To trzeba zacząć liczyć i podejmować decyzje o włączaniu do terapii nowych, nowoczesnych leków czy procedur medycznych, które są drogie. Trzeba patrzeć na efekty odległe takich działań. Dobrze, że takie myślenie dziś obowiązuje i liczenie odbywa się inaczej, niż do tej pory.

Maciej Krzakowski: Nie ulega wątpliwości, że finansowanie powinno być większe, ale unikałbym porównań, że tu jest 35 procent, a tam 2 czy 3 procent. Jeżeli weźmiemy za przykład raka piersi, gdzie długość leczenia lekami znajdującymi się w programach lekowych np. trastuzumabem, to z założenia jest 12 miesięcy. Efektywność tego leczenia jest większa i w związku z tym nakłady, i słusznie, muszą być większe. Tu mamy inną sytuację, dlatego trochę ostrożniej podchodziłbym do tego typu porównań.

Organizacje europejskie też zwracają na to uwagę. Większość z nich, tak jak my, przygotowuje narodowe strategie walki z rakiem płuc. Jakie najpoważniejsze deficyty widzą Panie, jako przedstawicielki organizacji pacjenckich, jeśli chodzi o system walki z tą chorobą?

Elżbieta Kozik: Największym problemem jest szeroko rozumiana profilaktyka. Nie ma programu profilaktycznego związanego z rakiem płuca, który budziłby świadomość i czujność społeczną, w tym również lekarzy. Wiedza w s­połeczeństwie na temat raka płuca jest znikoma. Od pewnego czasu przebijamy się wszyscy z tematem raka płuca, bo on stygmatyzuje, jest tematem tabu, boimy się o nim mówić, choć wszyscy wiemy, że rak płuca jest największym zabójcą w Polsce. Rak płuca jest u nas wykrywany w czwartym stopniu zaawansowania, czyli zbyt późno. Dlaczego nic z tym nie robimy? Potrzeba większego dostępu do diagnostyki i to pogłębionej, żeby od samego początku spersonalizować rodzaj nowotworu i odpowiednio skierować chorego na leczenie.

Anna Żyłowska: Mówię z pozycji wieloletniego pacjenta. Choruję na raka płuca już od 12 lat. Jestem po pełnym toku leczenia łącznie z operacją i wznowami. Patrząc z mojej pozycji, sytuacja wygląda tak, że nasi pacjenci nie mają dostępu do nowoczesnych metod leczenia. Rak płuca ma bardzo małe finansowanie. To jest fakt. Jeśli pacjenci dostają się do programów lekowych, wtedy jest szansa, że będą mogli żyć. W tej chwili rak piersi stał się już chorobą przewlekłą, choć w dalszym ciągu jest chorobą śmiertelną. I to dlatego, że nie możemy się doprosić o finansowanie nowoczesnych metod leczenia oraz leków. One są finansowane w wielu krajach europejskich. Naszym podopiecznym, pacjentom, którzy się do nas zgłaszają, w dalszym ciągu muszę mówić, że jeśli nie znajdą programu lekowego, to pozostaje szukanie na własną rękę leczenia za granicą.

Jaka jest specyfika raka płuc, bo to nie jest jednolity nowotwór? Właściwie jego leczenie powinno być spersonalizowane, skrojone na miarę. Wyróżniamy kilkanaście typów nowotworów płuc. Jak to w tej chwili wygląda i jakie grupy pacjentów moglibyśmy wskazać?

Paweł Krawczyk: Wspomniany przez pana profesora Krzakowskiego zabieg operacyjny jest możliwy tylko w jednym typie nowotworów, w niedrobnokomórkowym raku płuca, we wczesnych stadiach. Jest to najczęstszy nowotwór, bo stanowi 80-85 procent. W pozostałej procentowo grupie, znacznie węższej, czyli w drobnokomórkowym raku płuca nadal mamy tylko do zastosowania radioterapię bądź chemioterapię. Mówiąc o tej dużej grupie pacjentów, czyli ok. 20 tysiącach ludzi, jeżeli zabieg operacyjny jest niemożliwy do wykonania z różnych względów i nie możemy leczyć radykalnie za pomocą chemioradioterapii, to w tym momencie istnieje możliwość terapii ukierunkowanych molekularnie bądź immunoterapii. Istotne jest tu rozpoznanie patomorfologiczne. W przypadku podtypu raka gruczołowego możemy próbować chorego zakwalifikować do terapii ukierunkowanych molekularnie. Ale tu z kolei rozpoczyna się problem prawidłowego i szybkiego wykonania badań genetycznych u chorego z zaawansowanym nowotworem. W Polsce mamy kilka terapii refundowanych dla raka gruczołowego ze zdiagnozowanymi nieprawidłowościami genetycznymi. Takie nieprawidłowości występują u przynajmniej 15 procent chorych na raka gruczołowego. Nie wszystkie z tych terapii są refundowane w odpowiednich liniach leczenia. Już na samym początku powinniśmy zastosować najlepsze leczenie, bo potem pacjent może już nigdy nie skorzystać z tego leczenia, bo np. jego stan sprawności gwałtownie się pogorszy. Dostępność do badań genetycznych jest też bardzo zróżnicowana na terenie kraju. A to ze względu na dobry krok, czyli finansowanie w ramach NFZ badań genetycznych. To jedyna procedura diagnostyczna, która w tym momencie została wyodrębniona z całego koszyka badań diagnostycznych. Problem jest taki, że aby te badania wykonać, szpital musi mieć podwykonawcę w postaci laboratorium genetycznego. Małe szpitale pulmonologiczne nie mają dostępu do takich laboratoriów, bo wiąże się to dla nich z kosztami – trzeba za takie badania zapłacić. Z jednej strony jest to refundowane, ale jeżeli jest to szpital pulmonologiczny, który wszedł do sieci szpitalnej, to działa on w ramach ryczałtu.

Czyli, z jednej strony mamy rozporządzenie, które pozwala finansować badania predykcyjne, które są kluczowe, jeśli chodzi o projektowanie terapii, ale potem jest brak finansów w konkretnych terapiach?

Paweł Krawczyk: Jeżeli diagnostyka jest prowadzona w ramach ryczałtu, to szpital właściwie nie otrzymuje dodatkowych pieniędzy.

Czy tak to wygląda w rzeczywistości, bo ten problem trzeba chyba rozpatrywać w kontekście sieci szpitali?

Andrzej Jacyna: Ostatnia decyzja o wyłączeniu badań genetycznych w postaci odrębnego pakietu finansowego, to chyba krok w dobrą stronę. Mamy zamiar to poszerzać. W trakcie prac jest zmiana zarządzenia w kierunku zwiększenia pakietu. Idziemy w kierunku zmian, jeśli chodzi o płatności za dodatkowe badania histopatologiczne związane z ponownym badaniem próbek wcześniej pobranych. Od 1 stycznia 2018 roku będą finansowane. Myślę, że nakłady na ochronę zdrowia w kolejnych trzech latach powinny się znacząco poprawić. W roku 2018, może też w 2019, nie będzie jeszcze aż tak znaczącej poprawy, ale w perspektywie kilku lat nakłady w Polsce znacząco wzrosną. To cieszy, bo będzie możliwość otwarcia na nowe terapie. Trudno jest realizować drogie procedury, nowoczesne metody czy drogie nowoczesne leki, w sytuacji, kiedy budżet jest dość ograniczony. Jesteśmy w takim, a nie innym miejscu rozwoju ekonomicznego i miejmy nadzieję, że niektóre zjawiska będą się utrwalały i dadzą nam wzrost PKB, bo wraz z nim będzie więcej nakładów na ochronę zdrowia, jak również to, że będziemy lepiej zarabiać, a większa składka da szansę na realizację tych drogich terapii.

Jakie grupy pacjentów chorujących na raka płuc mogą w tej chwili liczyć na spersonalizowane leczenie, o którym mówimy? Jak sytuacja wygląda w Polsce? Czy są jakieś grupy chorych wykluczonych? Pan Profesor powiedział o dwóch grupach. Jedna ma dostęp do terapii, a druga jest dyskryminowana. Taką sytuację trzeba unormować. Jak to w tej chwili wygląda?

Edyta Matusik: Obecnie mamy dwa programy lekowe. W jednym mamy pięć produktów finansowanych, w tym jeden zupełnie nowy, który niedawno wszedł do finansowania – erlotynib. Mamy obecnie taką sytuację, że nie wszyscy pacjenci mają szansę otrzymać to leczenie. Ale za nim do tego dojdziemy, to uprzedzę, że jesteśmy w kontakcie z profesorem Krzakowskim oraz grupą ekspertów, która ma właśnie stworzyć taki docelowy program odpowiadający na potrzeby pacjentów. Chodzi o program, który nie będzie wykluczać ani preferować konkretnego preparatu w stosowanym programie, by pacjent z odpowiednim rozpoznaniem trafiłby do celowanego leczenia. Mamy w tej chwili pięć nowych cząsteczek w procesie, na etapie po negocjacjach z Komisją Ekonomiczną, i mogłyby one wejść już do finansowania. I rzeczywiście, jest tu kłopot z umieszczeniem tych produktów we właściwym miejscu w programie lekowym tak, żeby rzeczywiście było to leczenie systemowe.

Czekają dwie grupy pacjentów: chorzy na raka gruczołowego szybko postępującego oraz chorzy na raka gruczołowego płaskonabłonkowego. Te dwie grupy nie są zaopiekowane.

Edyta Matusik: Mamy już rozpoczęte terapie i wnioski refundacyjne, które są w procesie. Aby móc ten proces przybliżyć do pacjenta i właściwych cykli, grup leczenia, musieliśmy zacząć od innej strony - od tworzenia docelowego i dedykowanego programu pacjentom. Następnie wprowadzać te cząsteczki do zgłoszonego przez ekspertów programu.

Paweł Krawczyk: W przypadku raka płaskonabłonkowego mówimy przede wszystkim o immunoterapii, nowoczesnej metodzie leczenia, która się pojawiła. Tu nie ma dobrego czynnika predykcyjnego. W przypadku tego raka w zasadzie wszyscy pacjenci w drugiej linii leczenia (po niepowodzeniu chemioterapii) mogą być leczeni immunoterapią za pomocą specjalnych cząsteczek odblokowujących funkcję limfocytów, ale korzyść z leczenia rzeczywiście odniesie tylko pewien procent pacjentów (20-30 procent). I tu zaistnieje taka sytuacja, o jakiej mówił pan profesor w kontekście raka piersi, że będą to pacjenci bardzo długo leczeni, zatem nakłady na leczenie za pomocą immunoterapii chorych na raka płaskonabłonkowego będą wtedy znaczące. Niektórzy nie zareagują na leczenie i w tym przypadku terapia będzie trwała 2-3 miesiące. Natomiast w raku gruczołowym mamy z kolei leczenie w drugiej linii w połączeniu z chemioterapią, leczenie angiogenne, które też nie jest refundowane w Polsce. Jest jeszcze problem etyczno-moralny, ponieważ te wszystkie leki są w UE zarejestrowane, są dostępne w wielu krajach. Immunoterapia w większości krajów jest refundowana, nie tylko w raku płaskonabłonkowym, ale także gruczołowym. Pacjent może kupić lek, ale jego koszty są gigantyczne.

Anna Żyłowska: Kiedy wreszcie będzie konkretna decyzja? Na razie odbijamy się od ściany, mimo że chodzimy i prosimy. Być może jesteśmy grupą zbyt cichą. Nie jesteśmy też tak dużym stowarzyszeniem jak inne, ale nasi chorzy też potrzebują i chcą żyć.

Elżbieta Kozik: Dlatego zawiązaliśmy koalicję.

Edyta Matusik: Jak powiedziałam, nie ukierunkowujemy się na konkretną grupę pacjentów, lecz na generalne usystematyzowanie leczenia raka płuca, tak jak to się stało w leczeniu raka piersi i jelita grubego. Nasze działania warunkuje ustawa. Wnioski wpływają nie do konkretnych programów, lecz na konkretne cząsteczki. I to też jest kłopot, ponieważ czasami mamy tak, że wpływa cząsteczka do trzeciej linii leczenia, a czasami do pierwszej. Leczenie nie jest po prostu usystematyzowane. Tak było z rakiem jelita grubego. Dzięki pomocy ekspertów i prof. Krzakowskiego udało się stworzyć docelowy program, następnie składane były wnioski przez podmioty odpowiedzialne, tak by stworzyć ciągłość. Teraz taki program jest tworzony dla raka płuca. Gdy program do nas trafi, to my w oparciu o procesy, które są rozpoczęte i które są po negocjacjach, będziemy starali się jak najwięcej tych opcji terapeutycznych udostępnić.

Maciej Krzakowski: Słowo kompleksowy dobrze oddaje charakter. Tak zrobiliśmy w przypadku raka jelita grubego, w leczeniu którego właściwie już nic nie brakuje w sensie dostępności terapii. To samo chcemy zrobić, traktując te nowe cząsteczki jako nie alternatywne, lecz komplementarne, żeby wypełniały one obszary puste. Zespół ekspertów powinien w ciągu kilkunastu dni przygotować i złożyć projekt, a ja przekażę państwu projekt dotyczący raka nerkowokomórkowego.

Czy są pacjenci, którzy mogą odnieść korzyść z zażywania tych nowych leków i otrzymać nawet kilka linii leczenia? Mówię o tym w kontekście przewlekłości choroby, a nie statystyk dotyczących śmiertelności wywołanej tą chorobą. Korzystanie z kolejnych linii pozwala utrzymać pacjenta nie tylko przy życiu, ale też w dobrej jakości życia. Czy istnieją dane na ten temat?

Paweł Krawczyk: Tak. W Polsce jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że mamy refundowane niemal wszystkie terapie ukierunkowane na jeden z głównych celów molekularnych, jakim jest nieprawidłowe białko EGFR. I tacy pacjenci mogą być leczeni już w dwóch liniach. Czyli w sytuacji progresji choroby po pierwszej linii za pomocą tych nowoczesnych leków dostają kolejną linię leczenia. Oczywiście kuleje diagnostyka, jej szybkość i jakość.

Pan Prezes mówi, że wprowadzenie nowych mechanizmów może to poprawić.

Andrzej Jacyna: Dostęp do kosztownych badań diagnostycznych jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny zdecydowanie poprawił się. Dane za październik pokazują, że diagności wykonali znacząco więcej tych badań, co skróciło kolejki o połowę. A jest to wąskie gardło diagnostyki onkologicznej. Chcemy tę dostępność zdecydowanie poprawić.

Paweł Krawczyk: Problem dostępności do diagnostyki w raku płuca wiąże się z tym, że nie ma jak w przypadku Breast Cancer Unit, Lung Cancer Unit. Leczeniem raka płuca zajmują się często pulmonolodzy w konsultacji z onkologami (albo bez) z małych oddziałów rozsianych po całej Polsce. Około 110 ośrodków w Polsce miało programy lekowe do leczenia raka płuca. Brakuje jakiejkolwiek centralizacji. Dostępność do diagnostyki genetycznej w kwalifikacji do leczenia również jest słaba.

Stąd powstaje dokument nazywany strategią walki z rakiem, gdzie głównym postulatem jest stworzenie sieci ośrodków.

Paweł Krawczyk: Pracuję w ośrodku, który ma dostęp do radioterapii, ale w zupełnie innym miejscu. Nasi pacjenci muszą zostać skierowani na radioterapię, co powoduje, że jednoczasowa chemioradioterapia jest właściwie niemożliwa. Dla wybranych chorych jednoczasowa chemioradioterapia może być ratunkiem.

Maciej Krzakowski: To jest ogromny problem. Za parę miesięcy zostanie zarejestrowany nowoczesny lek z zakresu immunoterapii, który zwiększa skuteczność radiochemioterapii, tylko on może być stosowany po radiochemioterapii. Czyli punktem wyjścia jest właściwe wykorzystanie tej metody leczenia.

Paweł Krawaczyk: I będzie się liczył czas włączenia chorego do leczenia w odpowiednim odstępie od chemnioradioterapii. To druga grupa chorych, która może być leczona lekami ukierunkowanymi molekularnie. Jej celem jest kinaza LK. W Polsce lek jest refundowany tylko w drugiej linii leczenia. W krajach UE jest on dostępny w pierwszej linii leczenia. A pacjent powinien być od razu leczony najlepszym lekiem. Nie mamy w Polsce, niestety, dostępnych leków, w związku z tym w przypadku progresji po pierwszej linii leczenia ukierunkowanego na LK, te leki nie są refundowane, choć w UE są zarejestrowane. Także ta grupa chorych nie ma dostępu do sekwencyjnego leczenia.

Maciej Krzakowski: Wszystkie możliwości, o których Państwo słyszeli, będą uwzględnione w projekcie. A strategia to jest coś większego, co powinno poprawić profilaktykę, wczesną diagnostykę, właściwe wykorzystanie metod radykalnego leczenia (leczenia chirurgicznego i radioterapii) oraz właściwe prowadzenie leczenia systemowego. To jest to, co powiedział pan prezes Jacyna, że punktem wyjścia jest planowanie. Planowanie powinno odbywać się tam, gdzie się na tym znamy, bo pierwszy błąd skutkuje później efektem domino, czyli kolejnymi nieprawidłowościami.

Elżbieta Kozik: Ale wtedy potrzebne są referencyjne ośrodki. I to trzeba budować chyba od początku. Myślę, że jest za mała wiedza na ten temat, ona nie dochodzi do wielu ludzi. Potem czytamy np. w Internecie spekulacje na temat złych decyzji Ministerstwa czy NFZ. Nie będzie prawidłowego postępu i leczenia raka płuca, jeżeli nie zbudujemy tych referencyjnych ośrodków oraz systemowych rozwiązań.

Andrzej Jacyna: Musimy przejść od ilości do jakości. Droga jest jedna. W wielu zabiegach głównie onkologicznych dziś operujemy się wszędzie. To zły wybór i rozwiązanie. Z jednej strony pacjenci nie wiedzą gdzie mają pójść, z drugiej strony zabiegi wykonują osoby mające małe doświadczenie. Nie ma elementu uczenia się, doświadczenia i tu wymagana jest koncentracja, tak by kadra i możliwości sprzętowe były skoncentrowane, by pacjent trafiał w takie właśnie miejsca. Ale też by pacjent wiedział, że może trafić w takie miejsca i żeby lekarz POZ też wiedział, gdzie pacjenta pokierować. Przed nami dużo pracy, zarówno po stronie lekarzy pierwszego kontaktu, jak i w tworzeniu jednostek, które zajmują się już bardzo wybranymi postaciami choroby. 85 procent podstawowa jednostka chorobowa – rak płuca, może być zaopatrzona w wielu miejscach, natomiast leczenie dość skomplikowanych przypadków powinno być jednak w jednostkach wybranych na poziomie referencyjnym tego najwyższego szczebla. I do takich rozwiązań będziemy dążyć jako płatnik. Myślę, że MZ też idzie w tym kierunku, dowodem jest ostatnia decyzja o ortopedii, gdzie postawiliśmy pewne granice ilościowe, gdzie część ośrodków zostanie wyeliminowana, ponieważ ma zbyt mało doświadczenia. Chcemy, by taki sam mechanizm w formie zapisów koszykowych, zaczął działać w onkologii, przy dużych zabiegach onkologicznych, które dziś są realizowane.

Edyta Matusik: Podobnie z refundacją. Żeby wpuszczanie nowych produktów do refundacji przynosiło efekty i było skuteczne, też musi być usystematyzowane oraz znajdować się w odpowiednich liniach leczenia.

Paweł Krawczyk: Te wielospecjalistyczne ośrodki, gdzie mógłby być leczony chory na raka płuca, to bardzo dobry pomysł. Tylko nie zapominajmy o epidemiologii. To jest według danych NFZ ponad 25 tysięcy ludzi rocznie, którzy w zasadzie bardzo szybko chorują. Oni wymagają dostępności stałej do lekarza i nowych metod leczenia. Oni są olbrzymim obciążeniem dla istniejących centrów onkologii, a lekarze tam nie są w stanie ich wszystkich przyjąć. Dlatego pojawia się problem pulmonologów, którzy przejęli to leczenie, dlatego, że w wielu ośrodkach nie ma możliwości, żeby centra onkologii wysokospecjalistyczne zajmowały się leczeniem raka płuca.

Trzeba szukać rozwiązań systemowych, które poprawiłyby tę sytuację.

Andrzej Jacyna: Pan prof. Krzakowski jest współautorem koncepcji zakładającej, że będą centra onkologiczne jako najwyższy poziom referencyjny i współpracujące jednostki satelitarne. Plan leczenia jest utworzony w ośrodku najwyższego szczebla, a później wykonywany przez tych, nazwijmy ich, podwykonawców.

Źródło:medexpress.pl