Krzysztof Bukiel: Lekcja Koguta dla publicznej ochrony zdrowia

Prawo i Sprawiedliwość jest partią, która nie kryje swojej nieufności wobec prywatnych przedsiębiorców, mechanizmów rynkowych, działania „dla zysku”. Dużo większe zaufanie partia ta ma do działania państwa i jego funkcjonariuszy. Oczywiście nikt z tej partii nie myśli – jak sądzę - o powrocie do gospodarki realnego socjalizmu, jaka była w PRL, a raczej do rozwiązań etatystycznych na wzór II RP. Stąd pomysły obecnego rządu na zaangażowanie państwa w różne „centralne” lub „narodowe” przedsięwzięcia i inwestycje.

Nic dziwnego, że skutkiem opisanego wyżej nastawienia jest również zapowiedź radykalnych zmian w publicznej ochronie zdrowia, która ma się stać na nowo służbą zdrowia budżetową, opartą o państwowe finansowanie, państwowe zakłady lecznicze i państwowy nad nimi nadzór oraz zrywającą z dotychczasową „ekonomizacją”.

Bardzo dobrą ilustracją etatystycznej „filozofii” partii obecnie rządzącej jest jej walka z korupcją i oszustwami podatkowymi. Zwolennicy rozwiązań rynkowych zaproponowaliby w tym przypadku ograniczenie (lub wręcz – likwidację) możliwości powstania korupcji przez ograniczenie arbitralnych decyzji urzędników zwłaszcza w sprawach gospodarczych i maksymalne uproszczenie podatków, aby oszustwa były niemożliwe. Zwolennicy etatyzmu, jak PiS, proponują pozostawienie systemu z licznymi okazjami do korupcji i oszustw podatkowych, ale za to wzmocnienie służb ścigających przestępców.

Działacze PiS, w tym zwłaszcza prezes partii, są bardzo odporni na argumenty, że ludzie, niezależnie czy są przedsiębiorcami, czy funkcjonariuszami państwa nie są aniołami i są równie podatni na różne pokusy, zwłaszcza materialne. Oznacza to, że – tak samo jak przedsiębiorcy działający dla zysku – również urzędnicy, policjanci, (czy na przykład dyrektorzy państwowych szpitali), nie działający dla zysku mogą pokusić się na łapówkę albo dokonać oszustwa dla swoich korzyści materialnych. Zdaniem prezesa PiS, jeżeli tak było w przeszłości (a dowodów na to jest wiele) to tylko dlatego, że za powoływanie funkcjonariuszy państwowych odpowiadały wcześniej inne partie, które składały się z ludzi nieuczciwych, a przynajmniej tolerujących nieuczciwość. Co innego, gdy do rządzenia zabrało się PiS. Tutaj standardy są tak wysokie, że nawet jak znajdzie się ktoś nieuczciwy, to zostanie szybko zidentyfikowany i wyeliminowany z życia publicznego.

I oto zdarzyła się niedawno sytuacja, która całe to misterne rozumowanie rujnuje. Senat w głosowaniu tajnym nie zgodził się na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Koguta z PiS, o co wnioskowała do izby prokuratura. Do takiego wyniku głosowania doszło, bo za uchronieniem senatora przed normalnym postępowaniem wobec podejrzanego zagłosowało też paru senatorów Prawa i Sprawiedliwości. Okazało się zatem, że członkowie partii, która miała gwarantować uczciwość funkcjonariuszy państwa też podlegają demoralizacji. I nie ma tutaj znaczenia czy senator Kogut jest winny czy nie. Gdy pojawiła się okazja (tajne głosowanie) senatorowie PiS wyłamali się z deklarowanej przez partię postawy. Można się spodziewać, że z biegiem lat, zgodnie z zasadą, że „władza demoralizuje”, do takich przypadków może dochodzić częściej. Bardzo podważa to tezę, że metodami etatystycznymi można w sposób niezawodny zwalczyć korupcję, dokonywanie oszustw i – generalnie – nieuczciwe postępowanie na ważnych stanowiskach. Ludzie mianowani przez państwo, podobnie jak prywatni przedsiębiorcy nie są aniołami i – gdy nadarzy im się okazja do nadużyć- mogą z tej okazji tak samo skorzystać.

Lekcja z tego powinna być następująca: lepiej budować taki system, w którym nie ma okazji do nadużyć niż system, w którym okazje są, ale zapobiec tym nadużyciom ma państwo i jego funkcjonariusze. I – co najważniejsze w tym komentarzu - odnosi się to również do publicznej ochrony zdrowia.