Krzysztof Bukiel Naiwny, cynik czy wielki reformator?

Minister zdrowia zapowiedział, że już w tym miesiącu powstanie zespół, który zorganizuje wielką publiczną debatę o ochronie zdrowia. Wezmą w niej udział przedstawiciele wszystkich „interesariuszy” systemu. Wyniki tej debaty mają zdecydować o kierunku zmian w systemie publicznej opieki zdrowotnej na najbliższych 20-30 lat.

Takich debat w ostatnich 28 latach (czyli po upadku „komuny”) było w Polsce kilka. I chociaż każda organizowana była przez kogo innego, to niemal wszystkie miały dwie wspólne cechy: Po pierwsze – nie były to wolne dyskusje, ale ograniczone przez pewne założenia i narzucone z góry warunki, co powodowało, że – w istocie – służyły przede wszystkim (a może tylko i wyłącznie) potwierdzeniu i uwiarygodnieniu zamiarów organizatorów debaty. Po drugie, skupiały się głównie na instytucjach, strukturach, sprawach techniczno-organizacyjnych, czyli w sumie na rzeczach pobocznych, a nie na mechanizmach i celach strategicznych. Pewnym wyjątkiem była tu tylko dyskusja przed wprowadzeniem kas chorych.

Zapowiedź kolejnej publicznej debaty w sprawie kształtu systemu ochrony zdrowia była z pewnością dla wielu osób zaskoczeniem. Rząd Beaty Szydło i poprzedni minister zdrowia dawali bowiem do zrozumienia, że kierunek zmian w tej dziedzinie jest już przesądzony i zmierzamy bezwarunkowo ku budżetowej i etatystycznej służbie zdrowia. W takiej sytuacji musi zrodzić się pytanie o wiarygodność zapowiedzi obecnego ministra, co do charakteru debaty, a zwłaszcza jej wpływu na ostateczny kształt systemu. Mówiąc wprost: Czy minister Szumowski jedynie gra (cynicznie) na czas, zapowiadając wielką dyskusję, która i tak nie będzie miała żadnego wpływu na decyzje rządu? Czy może (naiwnie) wierzy w to, co zapowiada, ale sam jest manipulowany przez swoich przełożonych, którzy posługują się nim jako człowiekiem budzącym zaufanie środowisk medycznych i pacjentów? A może jednak - jak pewnie wszyscy by sobie życzyli – intencje zarówno ministra, jak i obecnego premiera oraz – przede wszystkim – prezesa PiS są szczere i rządzący faktycznie chcą znaleźć najlepszy sposób naprawy publicznego lecznictwa, rezygnując z dotychczasowej, własnej wizji, której realizacja – niewątpliwie – nie daje pozytywnych rezultatów.

Pewną wskazówką jak jest naprawdę będą pytania, które tam padną i na które trzeba będzie odpowiedzieć. Czy będą to jedynie pytania o sprawy drugorzędne, jak w poprzednich tego typu debatach, czy pytania o cele strategiczne i mechanizmy umożliwiające osiągnięcie tych celów. Aby ułatwić panu ministrowi zadanie, przedstawię propozycję takich pytań:

Pytaniem pierwszym powinno być: Czy system publicznej ochrony zdrowia ma być systemem wydolnym, czyli „bezkolejkowym”? Jest to sprawa najważniejsza, determinująca dalsze rozwiązania i – prawdę mówiąc - tylko pozytywna odpowiedź na to pytanie nadaje sens dalszej dyskusji. Jeżeli bowiem już na wstępie uznamy, że system może być niewydolny („kolejkowy”) to dajemy tym samym usprawiedliwienie dla każdej ewentualnej nieprawidłowości, a jaki jest sens aby zmieniać obecne patologie na inne ? Nie chodzi o to aby było inaczej, ale żeby było lepiej. Jest symptomatyczne, że jak dotąd, na żadnej z wielkich, publicznych debat dotyczących ochrony zdrowia takiego pytania nie zadano, a tym bardziej nie odpowiedziano na nie pozytywnie.

Kolejne pytania też są ważne ale są tylko konsekwencją (pozytywnej) odpowiedzi na pytanie pierwsze. Rozstrzygnąć zatem trzeba m. innymi: jaką kwotę ze środków publicznych przeznaczyć na finansowanie refundowanych świadczeń zdrowotnych, co zrobić, gdy ta kwota okaże się niewystarczająca aby dostęp do świadczeń był bezkolejkowy (czy ją zwiększać, czy wprowadzać współpłacenie za niektóre świadczenia, czy ograniczyć koszyk świadczeń, czy inne rozwiązania). Trzeba rozstrzygnąć jakie ma być źródło pieniędzy publicznych (podatki, składka) i jaka legitymacja do korzystania ze świadczeń (płacenie składek, obywatelstwo?). Bardzo ważnym problemem do rozwiązania jest: jak ograniczyć nieuzasadnione korzystanie ze świadczeń zdrowotnych, w tym zwłaszcza jak motywować pacjentów do racjonalnego korzystania z refundowanych usług zdrowotnych. Ponownie trzeba się zastanowić jak finansować szpitale i innych świadczeniodawców – czy mają oni otrzymywać pieniądze za wykonane świadczenia czy za samo istnienie (jak w budżetowej służbie zdrowia), kto ma wyceniać świadczenia zdrowotne i na jakiej zasadzie. Gdzie możliwa i pożądana jest konkurencja między świadczeniodawcami bez względu na formę własności, a gdzie możliwości konkurencji są ograniczone (np. w licznych powiatach, gdzie funkcjonuje jeden „monopolistyczny” szpital). Podobnych pytań pojawi się z pewnością więcej i nie wszystkie już dzisiaj można przewidzieć, bo wiele z nich będzie wynikało z przyjętych wcześniej rozwiązań. Wszystkie jednak powinny mieć na względzie przytoczony wyżej cel strategiczny: stworzenie wydolnego, czyli „bezkolejkowego” systemu publicznej ochrony zdrowia. Czy pan minister i jego przełożeni też mają taki cel?