Jasna ścieżka wdrażania innowacji w ochronie zdrowia? Wszystko jeszcze przed nami

Zmienia się paradygmat wdrażania innowacji w Polsce. Fakt, że będziemy przeznaczać coraz większe środki na badania, jeszcze nie załatwia sprawy. Musimy zmienić sposób implementacji tych nowych technologii w naszym kraju - podkreślali uczestnicy wrześniowej konferencji Cancer Prevention 2020.

- Istotna jest idea naszego partnera we współpracy,The University of Texas MD Anderson Cancer Center w Houston, tzw. lustrzanych laboratoriów w Polsce, co oznacza, że ta sama technologia, która będzie rozwijana w Teksasie, czy na Florydzie, będzie rozwijana także w Bydgoszczy, czy w Warszawie - zaznaczył dr Radosław Sierpiński, p.o. prezesa Agencji Badań Medycznych.

Dodał, że polscy pacjenci zyskają w ten sposób szansę na życie poprzez udział w badaniu, które w innych warunkach prowadzone byłoby tylko w USA. Obecnie, jeśli chcą skorzystać z takiej możliwości, muszą dysponować kwotami rzędu kilkuset tysięcy dolarów.

- Wartość dodana dotyczy natomiast polskiej nauki, która zyskuje dzięki temu zupełnie inny poziom - możliwość publikacji w najbardziej prestiżowych pismach medycznych i uczestnictwo w tworzeniu światowej nauki poprzez pokazywanie, jak zmieniają się standardy. Dzięki temu za kilka lat zdecydowanie wzrośnie innowacyjność polskich naukowców i ich udział w międzynarodowych działaniach - przekonywał Radosław Sierpiński.

Przypomniał też o kwestii stworzenia jasnej ścieżki implementacji innowacji w polskim systemie ochrony zdrowia.

Zatrzymajmy nowe technologie
- Obecnie mamy NCBR, które finansuje badania na poziomie podstawowym, później, mam nadzieję, przejmie je ABM na poziomie badań klinicznych. Ale jeśli nie stworzymy klarownej ścieżki wejścia tych nowości w system, nadal nic się nie zadzieje. Technologia powędruje na Zachód i za dziesięć lat wróci do nas opakowana w atrakcyjne pudełko, które polscy pacjenci otrzymają po wielokrotnie wyższej cenie. Tymczasem powinna ona pozostać w Polsce - mówił p.o. prezesa ABM.

- Dlatego chcemy rozpocząć prace łączące ABM, AOTMiT, NFZ i MZ, tj. instytucje, w których zapadają decyzje dotyczące m.in. wchodzenia nowych zakresów do koszyka świadczeń gwarantowanych, abyśmy wszyscy mieli świadomość, czym dysponujemy i mogli podjąć decyzję, w jaki sposób taką technologię, wytworzoną przy udziale środków publicznych, implementować - wyjaśniał Sierpiński.

Dr Roman Topór-Mądry, prezes AOTMiT, zwrócił z kolei uwagę, że w przypadku procedury dot. technologii lekowych mamy bardzo dobrze opisaną efektywność kliniczną i efektywność kosztową. Ocena nowej technologii trwa w AOTWiT ok. dwóch miesięcy, po czym wnioski wracają do MZ w celu podjęcia decyzji. W technologiach nielekowych sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ nie mają one tak dobrej tradycji badawczej jak lekowe.


- Obecnie pracujemy nad wytycznymi dla tego obszaru, ale muszą być one oparte o badania naukowe, których brakuje. Ocena skuteczności technologii nielekowych nie jest prosta, ponieważ zmieniają się różne ich elementy. Dlatego ważne jest, aby poprzez udrożnienie różnych zawiłości pokazać twórcom tych technologii łatwiejszą ścieżkę wchodzenia do systemu, przy czym należy ich wesprzeć w tym zakresie już na etapie badawczym. Innym ważnym elementem jest organizacja procesu leczenia z zastosowaniem najnowszych technologii. Tutaj AOTMiT może głębiej wejść w ten obszar i pokazać różne opcje rozwiązań - podkreślał prezes AOTMiT.

Zmienić sposób myślenia
Jak mówił prof. Krzysztof Marycz, dyrektor ds. naukowych ABM, jeśli chodzi o nowe technologie, wcale nie wyglądamy tak źle w porównaniu z resztą świata. Naszym problemem jest natomiast wyjście tych technologii z uczelnianych laboratoriów i ponad badania podstawowe.

- Ważnym elementem wydaje się zastosowanie narzędzi, które pozwolą na szybką wymianę informacji pomiędzy naszymi ośrodkami i ośrodkami światowymi. Pracujemy obecnie w ABM nad takimi rozwiązaniami, które powinny być dostępne dla polskich badaczy. Każdy, kto prowadzi badania podstawowe w Polsce doskonale wie, że prędzej czy później dochodzi się do momentu, w którym brakuje możliwości „pociągnięcia” dalej technologii, nad którą się pracuje. Dotychczas brakowało wsparcia państwa w postaci instrumentów pozwalających na wdrożenie. Wielu badaczy wyjechało z Polski do krajów, które dawały możliwości wprowadzenia efektów ich pracy - przypominał prof. Marycz.

- W tym kontekście ABM jest dużą nadzieją środowiska naukowego w Polsce. Nie chodzi nawet o finansowanie, bo środków na naukę jest na rynku sporo, a raczej o pewną kulturę ich dystrybuowania, o kategoryzację tego, co będziemy finansować w ramach poszczególnych programów i w jaki sposób to zrobimy. Jeśli wykorzystamy doświadczenia wiodących zespołów naukowych w Polsce oraz naukowców, którzy po wielu latach pracy za granicą wrócili do kraju i stanowią ważną bazę intelektualną wielu uczelni, to krok po kroku uruchomimy programy, które pozwolą wykorzystać polski potencjał - zauważył.



Podkreślił, że należy jednocześnie pamiętać, iż Polska jest krajem po transformacji, który ma bardzo dużo do nadrobienia. Potrzebna jest nam zmiana mentalna, jakościowa.

- Wydaje się, że można to osiągnąć w sposób bilateralny, we współpracy z wiodącymi ośrodkami zachodnimi. Wyjazdy polskich badaczy i ich kontakt z tymi ośrodkami kształtują ich sylwetkę naukową, co przekłada się m.in. na sposób, w jaki kształtowane są następnie kolejne pokolenia polskich naukowców. Wydaje się, że jest to najwłaściwsza droga do zmiany sposobu myślenia - ocenił prof. Marycz.

Leczyć i pracować w laboratorium
Zwrócił również uwagę na amerykańskie podejście do kształcenia lekarzy, którzy jeden rok spędzają w laboratoriach.

- W Polsce się tego nie praktykuje, a wspomniany system powoduje, że rozmowa naukowca z lekarzem jest później zgoła inna. Takie kształcenie uczy pewnej kultury naukowego podejścia do leczenia pacjenta i szeroko otwiera horyzont myślenia. W tym właśnie kierunku należy upatrywać dużej szansy rozwoju dla młodego pokolenia lekarzy, niekoniecznie bowiem praca naukowa musi wykluczać leczenie pacjentów (lub na odwrót). W wielu krajach działają skuteczne mechanizmy umożliwiające połączenie obu tych zakresów. Nie musimy ich importować, możemy stworzyć własne - wskazywał dyrektor ds. naukowych ABM.

Jak przekonywał prof. Waldemar Priebe z departamentu terapii eksperymentalnych MD Anderson Cancer Center, w Stanach Zjednoczonych lekarz może leczyć, ale może być jednocześnie dobrym naukowcem.

- To kwestia pensum klinicznego: jeśli jest badaczem, który ma dużo grantów i w większości działa w laboratorium, jego czas na leczenie pacjentów określany jest na poziomie 30-40 proc. wszystkich jego obowiązków. Dzięki temu może zajmować się równolegle jednym i drugim zakresem - wyjaśniał prof. Priebe.

Ocenił, że jeśli chodzi o innowacje w Polsce - nie ma ich zbyt wiele. - W USA jest inaczej, bo mamy przecież od kilkudziesięciu lat solidne finansowanie badań podstawowych. Ponadto innowacje wymagają czasu. Aby dojść do prawdziwego odkrycia, do innowacji, która nadaje się do translacji, potrzebny jest okres 15-20 lat. Tymczasem w Polsce mamy nie tyle innowacje, ile pomysły na innowacje. Jeśli NCBR daje 20 mln zł na komercjalizację innowacji, która jeszcze nie istnieje, może lepiej dać 20 grantów po 1 mln zł na stworzenie prawdziwych innowacji. Z tej grupy będzie można wybrać 2-3 innowacje, z którymi da się przejść do etapu komercjalizacji - podpowiadał Waldemar Priebe.

Aby polski badacz był partnerem dla kierownika projektu w USA
- Jeśli chodzi o badania kliniczne, które w ramach naszej współpracy będą realizowane w Polsce, to warto zwrócić uwagę na jeden ważny aspekt. Tak jak dotychczas Polacy musieli gromadzić duże kwoty na wyjazd do USA i udział w badaniach klinicznych, które były dla nich szansą na życie, tak obecnie pacjenci z Europy Środkowo-Wschodniej, czy nawet odleglejszych obszarów będą gromadzili środki i przyjeżdżali do Polski po innowacyjne terapie. To ważny aspekt ekonomiczny, poza naukowym i rozwojowym, dla szpitali w Polsce - podkreślił prof. Priebe.

Prof. Krzysztof Marycz przypomniał, że intencją ABM w kwestii współpracy z MD Anderson było partnerskie podejście.

- Chodzi o to, aby polski badacz był dla kierownika projektu, np. w USA, partnerem, a nie wykonawcą, czy podwykonawcą. Dotychczas tak to, niestety, wyglądało, bo państwo polskie nie było w stanie usiąść do stołu z zagranicznymi partnerami i stworzyć program umożliwiający współpracę w badaniach na równych warunkach. Jeśli chodzi natomiast o polskie innowacje, mają się one naturalnie nijak do wielkich odkryć amerykańskich, ale też pamiętajmy, że dopiero teraz nauka w naszym kraju zaczyna być finansowana na właściwym poziomie. Zaczekajmy na efekty - mówił prof. Marycz.