Aktualności

Fiałek: hejt wobec lekarzy i pielęgniarek powinien być ścigany z urzędu!

Państwo i rząd nie dają nam żadnego poczucia bezpieczeństwa, jeżeli chodzi o walkę z hejtem. Nie mamy żadnego dodatkowego wsparcia, np. w postaci wszczynania postępowań z urzędu. Jeśli mamy piekarnię, która sugeruje, by medycy powstrzymali się od zakupów i nie spotyka ją za to żadna kara, to jest to tylko zachęta dla innych - mówił w TVN24 lekarz Bartosz Fiałek z OZZL.

 

W programie ''Koronawirus. Raport'' w czwartek (23 kwietnia) przypomniano kilka niedawnych zdarzeń, w których pracownicy służby zdrowia nie byli chwaleni i oklaskiwani, a stali się ofiarami hejtu.

- Bardzo ciężko mi o tym mówić, ponieważ sam jestem jednym z pracowników ochrony zdrowia. Hejt, jaki się na nas wylewa, kiedy walczymy o zdrowie i życie Polek i Polaków, nie powinien się zdarzać, jest niesprawiedliwy - powiedział Bartosz Fiałek, dodając, że wrogość wobec medyków w postaci wybijania szyb, odmawiania możliwości zrobienia zakupów czy oblewania drzwi mieszkania farbą wydają się dla niego ''nierealne''.

Jedną z historii, o której wspomniał Fiałek, podzieliła się wcześniej na Facebooku prof. SGH Magdalena Kachniewska. Sąsiedzi jej przyjaciółki lekarki stwierdzili, że nie chcą z nią mieszkać w jednym bloku. W związku z tym, że zignorowała te żądania, oblano jej drzwi farbą, a w pobliskim sklepie warzywnym odmawiano jej obsługi. Jak opisała profesor, sąsiedzi dowiedzieli się, że jest lekarką, bo zaopatrywała ich wcześniej w maseczki.

Z kolei sugestię, która zawisła na kartce jednej z poznańskich piekarni, by nie obsługiwać medyków, opisywała m.in. Gazeta Wyborcza.

- To jest bardzo trudne (hejt - red.), ale wydaje mi się, że to też odpowiedź na lęk i wielką niewiadomą, z jaką obywatele muszą teraz walczyć. Niestety nie mamy informacji od rządu w postaci planu działania na kolejne dni. Żyjemy od konferencji do konferencji. Taka niepewność ten lęk potęguje, a przez to wzmaga się hejt - tłumaczył Fiałek.

Przypomniał, że medycy są chronieni jak funkcjonariusze publiczni tylko w czasie wykonywania usług zdrowotnych, a gdy ''idą po bułki'', są zwykłymi obywatelami, którzy - jak się się czasem okazuje - są tymi, którzy ''sieją zarazę''.

- Uważam, że ta sytuacja jest ogromnym sprawdzianem dla polskiego państwa. Dla służb, dla Ministerstwa Sprawiedliwości. Liczę na to, że ci, którzy narażając własne życie i zdrowie po to, by ratować innych, będą szanowani i chronieni. Niejednokrotnie apelowałem o to do ministra Ziobry, do policji. Niestety takie apele są z reguły ignorowane. Boję się, że tym razem będzie podobnie - powiedział Fiałek.