Aktualności

Szpitale prywatne: czy mogą wesprzeć publiczną ochronę zdrowia w czasach pandemii koronawirusa

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych zaproponowało resortowi zdrowia i NFZ, że przejmie do swoich placówek chorych ze szpitali publicznych "covidowych", by pacjenci nie bali się leczyć i nie zwlekali z zabiegami w obawie przed zakażeniem. Odzewu nie było, ale epidemia koronawirusa sprawiła, że znowu pojawiły się pytania o miejsce szpitali prywatnych w systemie ochrony zdrowia.



Nasza propozycja została odtrącona - mówi Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych (OSSP), sekretarz Europejskiej Unii Szpitali Prywatnych.

- Prywatna służba zdrowia oczywiście jest i zawsze była w Polsce pewnym dodatkowym elementem do tej publicznej. W czasach epidemii, czasach kryzysu ten ciężar opieki nad pacjentami jest położony na publiczną służbę zdrowia, publiczną sieć szpitali  - ocenił niedawno minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał retrospektywnie, że "gdyby wszystkie szpitale - publiczne i prywatne - grały według tych samych reguł, świat byłby piękny, ale tak do końca nie było".

Te słowa ministra w pewnym stopniu tłumaczą dlaczego specjalistyczne szpitale prywatne nie były brane pod uwagę przez Ministerstwo Zdrowia, jako dodatkowe wsparcie systemu na czas epidemii.

Tam pacjenci wirusa bać się nie będą?
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych jeszcze 3 kwietnia wystąpiło do MZ i NFZ z propozycją współpracy, zgłaszając "gotowość OSSP do zwiększenia za pośrednictwem prywatnych szpitali dostępności pacjentów do świadczeń opieki zdrowotnej".

Skąd taka propozycja? Andrzej Sokołowski, prezes OSSP przypomina, że w wielu szpitalach nie tylko wstrzymano zabiegi planowe, ale mniej wykonuje się ich także ze wskazań pilnych, bo koronawirus wystraszył pacjentów.

- Pacjenci unikają zabiegów, bo boją się trafiać do szpitali ogólnych, w których na SOR czy izbach przyjęć mogą pojawić  się także chorzy z COVID-19. Zaproponowaliśmy, żeby tych pacjentów przesunąć do specjalistycznych szpitali prywatnych, gdzie istnieje mniejsze ryzyko zetknięcia się z zakażonymi koronawirusem - wyjawia sedno pomysłu prezes OSSP.

Zatem to specjalistyczne szpitale prywatne - według koncepcji Stowarzyszenia - stając się "niecovidowymi" miałyby przejąć pacjentów ze szpitali publicznych, w tym szczególnie z jednoimiennych.

Zdaniem Andrzeja Skołowskiego taka koncepcja miała mocne podstawy szczególnie na początku zmagań z epidemią, gdy strach przed COVID-19 spowodował, że - jak mówi - ludzie bali się iść  do szpitali powiatowych, wojewódzkich. - W każdej chwili możemy dostarczyć listę szpitali prywatnych, pokazać jakie procedury robimy. Tam pacjentów z COVID-19 się nie leczy - uzasadnia.
 Owszem jest potrzeba, żeby te szpitale wspierały szpitale publiczne, szczególnie teraz, kiedy mamy koronawirusa. Jednak, jeśli szpitale prywatne chcą przejąć część pacjentów, niech to robią kompleksowo i opiekują się też pacjentami z przypadkami złamanego kciuka, poprzez pęcherzyk żółciowy, po urazy wielonarządowe - odpowiada na taki pomysł dr Mariusz Wójtowicz, prezes zarządu Szpitala Miejskiego w Zabrzu, którego właścicielem jest lokalny samorząd.

Nie wszyscy zamknęli drzwi
Od razu dodaje, że nie odmawia szpitalom prywatnym miejsca w systemie ochrony zdrowia, ale należy dookreślić rolę tych placówek i zasady ich finansowania.

Przywołuje przykład Francji: - Szpitale prywatne wraz publicznymi mogą tworzyć konsorcja finansowane ze środków publicznych. Mogą też otrzymać kontrakty z budżetu państwa, gdy podmioty publiczne nie są w stanie zabezpieczyć  świadczeń w pewnym obszarze. Natomiast wszystkie pozostałe szpitale prywatne, specjalizujące się w różnych dziedzinach, są finansowane z prywatnych pieniędzy.

W jaki sposób finansować ze środków publicznych prywatne placówki medyczne? To zasadnicze pytanie wokół którego dojdzie do pojedynku ekspertów, na jaki zapraszamy w czwartek, 21 maja podczas V Kongresu Wyzwań Zdrowotnych Online.

Dodaje zarazem, że nie można wystawiać ad hoc słabych ocen sektorowi prywatnemu za działanie w czasie pandemii, bo były szpitale i publiczne, i prywatne, które mocno zamrażały świadczenia, jak i takie, które nadal pracowały.

 - W naszych szpitalach w Warszawie i Łodzi w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przyjęcia pacjentów sięgały 80 proc. liczby z czasów sprzed pandemii COVID-19. Na początku epidemii zamknęliśmy rehabilitację ambulatoryjną i jednodniową oraz niektóre poradnie, zgodnie z zaleceniami NFZ, ale oddziały wszystkich szpitali działały w miarę normalnie - opisuje pracę prywatnych szpitali w Warszawie należących do spółki Magodent, Grupa LUX MED, jej prezes dr Marcin Faflik.

Przyznaje, że w szpitalu w Warszawie pojawiło się ognisko COVID-19 na oddziale hematoonkologii. Po potwierdzeniu zakażenia u osoby z personelu wdrożono procedury epidemiologiczne pod nadzorem sanepidu. Dla bezpieczeństwa wstrzymane zostały przyjęcia także na oddziały onkologii klinicznej i gastroenterologii. - Pacjenci, którzy z nami się kontaktowali informując o objawach infekcji byli kierowani do najbliższych oddziałów dedykowanych do leczenia chorych na COVID-19. Pacjenci, którzy przebywali w oddziale hematoonkologii i mieli potwierdzone zakażenie wirusem SARS CoV-2 zostali przeniesieni do jednoimiennego Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie - zaznacza prezes Faflik.


Dr Mariusz Wójtowicz ocenia, że plusem szpitali prywatnych jest ich wysoka specjalizacja i zapewnienie pacjentom dobrych warunków pobytu i leczenia operacyjnego. Z tym, że - jak zauważa - dotyczy to z reguły świadczeń w wybranych dziedzinach, tych o dobrym finansowaniu procedur.

Niech wygrywa jakość świadczeń
Zdaniem gen. dyw. prof. dr hab. Grzegorz Gieleraka, dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego, pandemia dowiodła, że na rynku zdrowia, w którym funkcjonuje segment publiczny i niepubliczny, potrzebne są dodatkowe regulacje, dzięki którym systemy te będą mogły się wspierać i uzupełniać, a nie jak to ma miejsce dziś - z sobą konkurować.

- Mamy sytuację, w której rynek publiczny i prywatny konkuruje o pacjentów, i o ograniczone zasoby, głównie o kadrowe. Efektem tego jest windowanie kosztów osobowych, co nie jest w interesie pacjenta - mówi prof. Grzegorz Gielerak. Zapewnia: - Konkurować powinniśmy, ale jakością usług medycznych.

Jak przekonuje, regulator rynku ochrony zdrowia powinien zadbać szczególnie o te zakresy świadczeń, w których występują tzw. białe plamy i w tych obszarach zachęcać  sektor prywatny do aktywności, dając jednocześnie gwarancje finansowania.

- Można odnieść wrażenie, że organizator rynku ochrony zdrowia patrzy nań przez pryzmat interesów dominującej grupy interesariuszy: właścicieli, personelu medycznego, spółek itd. Natomiast tu najważniejszym interesariuszem jest pacjent - przypomina profesor.

Jako przykład systemu, w którym rola szpitali prywatnych została określona poprzez interes pacjenta wskazuje rozwiązana duńskie: - Model duński gwarantuje pacjentowi, że jeżeli czas oczekiwania na świadczenie jest dłuższy niż 2 miesiące, a w niektórych specjalnościach dłuższy niż miesiąc, to system publiczny sfinansuje realizację takiego zabiegu w placówce prywatnej.

Jak zauważa, epidemia niestety pokazała, że część prywatnych świadczeniodawców nie była zainteresowana ponoszeniem dodatkowych kosztów związanych z badaniami na koronawirusa czy zapewnieniem bezpieczeństwa. Zamknęli szpitale. - Regulator rynku musi mieć gwarancję, że w czasie kryzysu szpitale prywatne będą uczestniczyć w udzielaniu świadczeń na równi z systemem publicznym - wyprowadza zasadniczy wniosek z dotychczasowych doświadczeń.
Jak się wydaje, przykładem jasno określonej roli szpitali prywatnych, co przynosi systemową korzyść, jest funkcjonowanie w czasach COVID-19 sieciowych szpitali powiatowych prowadzonych przez operatorów zewnętrznych.

W wykazach placówek o podwyższonej gotowości znalazły się np. dwa spośród dziesięciu szpitali sieciowych Grupy Nowy Szpital - w Świeciu i Olkuszu, posiadające oddziały zakaźne. Tam trafiają na leczenie pacjenci z COVID-19. Przed laty prowadzenie tych szpitali zostało powierzone przez samorządy Grupie, jako operatorowi zewnętrznemu.

Prywatny, czyli... publiczny
- Prowadzimy dawne szpitale powiatowe w formie spółek prywatno-publicznych z większościowym udziałem partnera prywatnego. Natomiast pod względem funkcjonalności jak najbardziej jesteśmy w systemie publicznym i przyjmujemy na siebie zadania takie, jakie dotyczą szpitali sieciowych na odpowiednim poziomie podstawowego zabezpieczenia - zaznacza Marcin Szulwiński, prezes Grupy Nowy Szpital.

Po przejęciu szpitali przez Grupę pozostawiono istniejące tam wcześniej oddziały zakaźne, mimo że nie są rentowne. Takie rozwiązania zawierały umowy z samorządami.

- Biznes jest tak zaprojektowany, żeby z tych środków, które są przekazywane z NFZ szpital mógł funkcjonować lepiej, zapewniał bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańcom. Pacjent jest najważniejszy, ale trzeba ten szpital prowadzić tak, żeby były pieniądze na leki, sprzęt medyczny, remonty. W tę filozofię wkalkulowane jest i to, że nie każda komórka musi być  rentowna. Należy też założyć - działając długoterminowo - że choć jakaś działalność jest nierentowna, to wyceny w niej mogą się kiedyś zmienić  - mówi nam prezes Szulwiński, wyjaśniając zasady w oparciu, o które prowadzone są szpitale Grupy.

Mówiąc o pracy szpitali Grupy dodaje, że gdy w przypadku podejrzenia koronawirusa najbliższy szpital nie może akurat przyjąć pacjenta, to musi to zrobić szpital prywatny. - Takie sytuacje trzeba jak najszybciej wyjaśniać, pomagać  sobie wzajemnie i pacjentom. W tych miejscach gdzie ulokowane są nasze placówki, między szpitalami prywatnymi i publicznymi (w woj. lubuskim, kujawsko-pomorskim i w małopolskim) widać to zrozumienie - ocenia.

- Odnotowujemy zwiększoną liczbę pacjentów/pacjentek normalnie zgłaszających się do porodu, na oddziały ortopedyczne, chirurgiczne czy neurologiczne - mówi Marcin Szulwiński, wskazując na szczególną rolę szpitali powiatowych, także tych Grupy, które zapewniają funkcjonowanie systemu w momencie, gdy wypadły z niego szpitale jednoimienne.

źródło: rynekzdrowia.pl